Antoni Jeżowski
Wolność to wyzwanie. Wolność w edukacji - to ogromne wyzwanie. Wolność to odpowiedzialność, za siebie i za drugiego człowieka.
I jeszcze jedna oczywista refleksja: o wolności możemy deliberować, gdy - co może brzmi paradoksalnie - znamy jej granice. A mówiąc
o edukacji wiemy, że nie wolno nie realizować obowiązku szkolnego, nie wolno ograniczać wolnego rozwoju drugiego człowieka, nie wolno
żyć na koszt społeczeństwa, nie wolno nie płacić podatków na powszechny system edukacji, nie wolno marnotrawić prywatnych i publicznych
środków przeznaczonych na edukację, nie wolno.
Jako ekonomista (i pedagog) jestem zobowiązany przyglądać się jak owe środki: prywatne i publiczne są wykorzystywane przez system.
Skoro jesteśmy zobligowani inwestować w zasoby ludzkie, bo po prostu wszystkim nam się to opłaca, to czy z owej inwestycji czynimy
rozsądny użytek. Wszyscy: rodzice przeznaczający spory odsetek własnych dochodów w kształcenie własnych dzieci, to czy czynimy to
w imię dobra innego człowieka, czy dla zaspokojenia swoich egoistycznych ambicji? A uczniowie: czy szanujemy wolną (lub wymuszoną
sytuacją) decyzję naszych rodziców inwestujących w nas? I wreszcie społeczeństwo: czy pozwalamy nieudacznikom i osobom niekompetentnym
marnować środki przeznaczone na kształcenie kolejnych pokoleń? Jakie są granice źle pojmowanej wolności?
Pomiar efektów nakładów na edukację jest skomplikowany i nie do końca rozpoznany. Możemy mierzyć go przyrostem wiedzy ogólnej u
uczniów w procesie edukacji, np. pomiarem dydaktycznym. Ale to tylko pomiar na starcie, pomiar bardziej szans, niż efektów. Możemy
mierzyć go mierzalnym przyszłym zdrowiem społeczeństwa, mierzalną przestępczością, mierzalnym bezrobociem, mierzalnym produktem
krajowym. Możemy oceniać niemierzalny poziom kultury i inteligencji grup społecznych, możemy. Czy zawsze, z wolnych wyborów edukacji
i w edukacji potrafimy rozpoznać indywidualne i społeczne korzyści? Czy takie rozpoznanie jest możliwe?
Ekonomika edukacji stara się dziś znaleźć odpowiedzi na te pytania. Poszukuje sposobów opisu systemu, ale i poszukuje rozwiązań
sytuacji trudnych. Globalny przyrost wiedzy jest nieograniczony. Współczesna szkoła nie jest w stanie całej jej przetworzyć i uczynić
użyteczną dla kolejnych pokoleń uczniów. Gospodarka potrzebuje coraz lepiej przygotowanych pracowników. Potrzeba coraz więcej czasu,
a więc i środków finansowych. Taka sytuacja może zafunkcjonować jak samonakręcająca się w nieskończoność maszyneria. Co więc uczynić,
by oba ograniczenia: ogromna ilość wiedzy z jednej strony i oddane do dyspozycji systemu skończone zasoby finansowe nie ograniczały
wolności rozwoju edukacji i jak najpełniej służyły społeczeństwu?